W mgnieniu oka

Witaj na prywatnej stronie blinkkina. Zapoznaj się z informacjami na temat bloga i autora. Subskrybuj witrynę przez kanał atom lub zobacz ostatnie komentarze. W wolnej chwili odwiedź mojego mikrobloga na identi.ca.


Licencjonowanie publikacji

· artykuły · skomentuj

Wcześniejsza wersja mojej strony wyróżniała licencje poszczególnych wpisów. Informacja o zasadach kopiowania, modyfikowania, użyciu komercyjnym itd. jest dosyć istotna. Dlatego stosowałem licencję CC-BY 3.0 PL. Jednak nie jestem wielkim zwolennikiem Creative Commons, ponieważ licencje te są dosyć rozlazłe. Wspomniana CC-BY 3.0 PL to dobre kilka stron tekstu.

Co więc z alternatywami? Problem w tym, że licencje open source dotyczą zazwyczaj oprogramowania, kodu lub dokumentacji. Natomiast wybór licencjonowania publikacji jest dosyć ograniczony. Możliwości jeszcze bardziej się zawężają w przypadku liberalnych odpowiedników, których jestem zwolennikiem.

Może lepiej w ogóle nie licencjonować swojej twórczości i rozpowszechniać ją na zasadach domeny publicznej? Jednak domena publiczna bardziej komplikuje sprawy niż upraszcza. W skrócie prawo autorskie dzieli się na autorskie prawo majątkowe i osobiste. Autorskie prawo osobiste jest niezbywalne i przysługuje każdemu, czy tego chcesz czy nie.

Nie jest to jedyny mankament, ponieważ pominąłem inne prawa własności intelektualnej. Szerzej domenę publiczną w Polsce opisał Piotr Waglowski w swojej prezentacji. Z tych powodów na public domain się nie zdecyduję.

Problem domeny publicznej próbuje niejako rozwiązać Creative Commons Zero. CC0 to znacznik, będący oświadczeniem zbycia się wszystkich praw autorskich. Co ciekawe w przypadku, gdy jest to niemożliwe (np. autorskie prawo osobiste w Polsce) CC0 staje się bardzo liberalną licencją publiczną. Całość jest napisana bardzo składnie i rzeczowo, nie miałem żadnych problemów ze zrozumieniem CC0.

Wszystko fajnie, ale prawdopodobnie użycie CC0 mija się z celem. Można przecież skorzystać z prostej licencji w pierwszej kolejności. Na takie rozwiązanie zdecydował się m.in. Karol „Zal” Zalewski, który rozpowszechnia swoją twórczość na zasadach polskiego odpowiednika WTFPL.

Jednak w moim odczuciu taka licencja jest zbytnio uproszczona, przez co staje się mało zrozumiała. Sformułowanie „rób co kurwa chcesz” dobrze oddaje światopogląd autora, ale brak tu dosłowności. Przez to i ta licencja mi nie odpowiada.

W ten oto sposób odrzuciłem wszystkie popularniejsze rozwiązania. Jedyne co mi pozostało to zmodyfikowanie istniejącej licencji. Mój wybór padł na lakoniczną i liberalną licencję ISC. Zamieniłem tylko słowo „oprogramowanie” i pozbyłem się klauzuli ograniczonej odpowiedzialności, której użycie w przypadku „tekstu” jest moim zdaniem zbędne. Poniżej zamieszczam pierwszą próbę tłumaczenia:

Copyright © ‹rok›, ‹posiadacz praw autorskich› ‹opcjonalnie adres e-mail›

Pozwolenie na użycie, kopiowanie, modyfikowanie i/lub rozpowszechnianie tego utworu w dowolnym celu, za lub bez opłatą(ty) jest niniejszym przyznane, pod warunkiem załączenia do wszystkich kopii, powyższego zastrzeżenia praw autorskich i noty zezwalającej.

Krótko i na temat – można nauczyć się tego w 5 minut na pamięć. Jasno z tego wynika, że publikację można powielać ze zmianami, wykorzystać nawet w reklamie (w dowolnym celu) lub zastosowaniach komercyjnych (za lub bez opłaty). Wszystko pod warunkiem, że przyznasz, że jestem autorem pierwotnego utworu (załączenie zastrzeżenia praw autorskich).

Jednak nie wdrożę tej licencji natychmiastowo, rozejrzę się jeszcze za innymi rozwiązaniami. CC0 nadal wydaje się ciekawe, ponieważ w przypadku zmiany przepisów obowiązujących w Polsce, publikacja natychmiast mogłaby się stać domeną publiczną. Wydaje się to jednak mało możliwe, a prawdopodobne zmiany będą zapewne jeszcze bardziej restrykcyjne.