W mgnieniu oka

Witaj na prywatnej stronie blinkkina. Zapoznaj się z informacjami na temat bloga i autora. Subskrybuj witrynę przez kanał atom lub zobacz ostatnie komentarze. W wolnej chwili odwiedź mojego mikrobloga na identi.ca.


Retsot

Opowiadanie powstało pod wpływem przeczytania kilku podobnych utworów o super bohaterach, wybrańcach ocalałych po wojnie nuklearnej. Zamiast tego wolałem napisać krótki tekst o dniu z życia zwykłego robola (pracownika fabryki), który ma dosyć przyziemne problemy zamiast ratowania cywilizacji. Być może nikt nie wie o jego istnieniu, z pewnością nie powstaną o nim legendy. Umrze raczej ze starości niż w walce z mutantami.

Opowiadanko zostało opublikowane na łamach WR, które w chwili obecnej nie działa.

RETSOT

Taki sobie robocik

Kehl obudził się jak zwykle. Czas określały cykle, ponieważ światło dzienne tutaj nie dochodziło. Zamianę cyklu sygnalizowała czerwona lampa, która z łatwością budziła swym drażniącym światłem. Obracając się przypominała wyglądem zwyczajnego koguta, jednak zużywała znacznie mniej energii, tak jak wszystkie urządzenia w Fabryce. Stary inżynier wstał nieśpiesznie, problemem były sztywniejące po śnie palce u rąk. Wiedział jednak, że potrzebna była tylko niewielka praca manualna by przywrócić je do sprawności i zręczności sprzed lat.

Zębów nigdy nie mył, zresztą niby od czego miałyby się psuć – jadł tylko mineralne mieszanki z konserw, o słodyczach słyszał tylko z opowieści starszych. Nawet rozbieranie się sprawiało mu powoli trudność, w każdym razie czynność ta zajmowała znacznie więcej czasu niż kiedyś. Wziął gorący prysznic, który pozytywnie wpłynął na jego stare, pomarszczone ciało. Gdy wyszedł nie mógł znaleźć okularów, rozstawał się z nimi tylko podczas kąpieli. Kehl nie wiedząc czemu zaczął namawiać starego psa do ich szukania. Uśmiechnął się tylko, gdy usłyszał kuśtykanie. Psisko nie miało jednej nogi, co go lekko zasmucało. W końcu znalazł okulary.

Idąc przed siebie Kehl wiedział, że ma jeszcze długą drogę przed sobą. Ze względu na jego wiek takie wyprawy zajmowały sporo czasu. Otuchy dodawał mu jego kompan – pies. Nie wiedział tylko czemu nie nazwał psa imieniem. Przypuszczał, że nie znalazł żadnego odpowiedniego. Tak mało znał żeńskich imion. Zorientował się, że musi teraz skierować się na prawo, w stronę windy. Nie lubił z niej korzystać, a tym bardziej zjeżdżać na niższe piętra. Te rejony budziły złe wspomnienia, szczególnie puste pokoje, które niegdyś zamieszkiwali ludzie. Przypomniał sobie o pryczy, którą znał dobrze. Od niedawna intrygowała go coraz bardziej, ale nie dał tego po sobie poznać. Kontynuował przemarsz, niósł ze sobą skrzynkę narzędzi, która o dziwo mu nie ciążyła.

W końcu doszedł na miejsce. Zaczął od wstępnych oględzin. Maszyna całkiem nieźle się spisywała z produkcją ubrań. Usmarowane spodnie, które Kehl miał na sobie, nie były nowe, jednak nadal dobrze mu służyły. Musiał jednak wyłączyć urządzenie i sprawdzić wszystko według rutynowej procedury. Wszystko świetnie szło dopóki nie był mu potrzebny klucz dynamometryczny. Otworzył usta i chciał coś powiedzieć, jednak sobie przypomniał, że Retsota już nie ma. Zamyślił się na chwilę po czym wrócił do pracy.

Był już zmęczony, dzisiejszy grafik obejmował konserwację sporej ilości urządzeń. Gdy doszedł do windy, okazało się, że kolejny raz jest zacięta. Kehl był zmuszony do podjęcia jeszcze jednego wysiłku – wejścia po krętych schodach. Wszedł zaledwie kilka stopni, gdy zauważył bezimiennego psa wspinającego się z ogromną trudnością. Mimo zmęczenia postanowił go wziąć na ręce. W połowie drogi na górę wydarzyło się coś nieoczekiwanego, odnalazł się robot, stary przyjaciel.

Gwałtownie otworzył drzwi do swojej kwatery, nie czuł obolałych kości. Retsot, którego posadził na krześle dodawał mu młodzieńczej energii. Radośnie zrzucił roboczy fartuch, myślał tylko o powrocie znajomego z powierzchni. Chciał wyruszyć na poszukiwania, ale się bał. Bał się naturalnego światła, którego nigdy nie widział oraz tego co go czeka na zewnątrz Fabryki. W tym momencie cieszył się jednak jak małe dziecko. Chciał posłuchać robota czytającego mu książki, sam miał za słaby wzrok.

Kehl wygodnie siedział w bujanym fotelu, trzymając w ręku piersiówkę ze spirytusem. Nawet po holokauście ludzie znaleźli sposób na wytwarzanie trunków. Mech porastał każdy mokry kąt, a jego destylacja była dosyć prosta. Starzec cały czas mówił do swojego przyjaciela, ten jednak nie odezwał się ani słowem. Przyszła pora na kolację, pracownik Fabryki zaczął otwierać konserwę tępym nożem. Nie chciał nowego, tym bardziej, że na tym był wygrawerowany napis – Retsot. Przeczytał wyraz od tyłu i popatrzył znużonym wzrokiem na niemy opiekacz do grzanek leżący na krześle. Sklerotyczny inżynier zasnął, a razem z nim suka wabiąca się Pestka i wyeksploatowany toster.

C.D.N.

Grafika przedstawiająca robota pchodzi ze strony openclipart.org.